Szukaj
  • Marta Tygrys Pokorska-Jurek

Co nas czeka w nowym świecie

czyli o prognozach, statystykach i rozwiązaniach po pandemii COVID-19



Już na początku roku prognozy dla rynku pracy nie było tak różowe. Miniony rok należał do pracowników, stąd nazywano ten czas rynkiem pracownika. Za mała liczba chętnych do pracy w stosunku dużej podaży liczby miejsc pracy powodowała, że pracownik mógł grymasić i przebierać w ofertach. To se ne wrati.


Miało nie być różowo, a widać ciemność

Odwrót tego trendu miał jednak przebiegać łagodnie. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego odsetek wolnych miejsc pracy powinien był być mniejszy o 5,4% niż rok temu (2019). Instytut Badawczy Randstad podał na początku tego roku, że 25% przedsiębiorstw zrezygnuje z nowych rekrutacji, a co piąta firma będzie zwalniać pracowników. Takie były prognozy. Miało być gorzej, a ostatecznie wyszło fatalnie. I tak jak nikt nie spodziewał się Hiszpańskiej Inkwizycji, tak mało kto dopuszczał do siebie widmo pandemii światowej. I mało kto posiadał tak bujną wyobraźnię by móc ocenić jakie przyniesie skutki.


Jednym z poważniejszych konsekwencji pandemii jest zamrożenie niektórych gałęzi gospodarki, zwolnienie tempa PKB i konieczności wprowadzania polityki ratunkowej niźli rozwojowej. Na wstępie po kieszeniach oberwały branże - turystyczna i gastronomiczna. Turystyka, transport długodystansowy, hotelarstwo - są to branże, które póki co tkwią w niebycie. Restauracje, bary, lodziarnie walczyły by z trudem utrzymać się na powierzchni, oferując jedzenie na wynos, z dowozem i angażując się w akcje “wzywamy posiłki” by nadać sens swojemu istnieniu. Teraz wreszcie zostały otwarte, ale ze skutkami lockdownu będą się borykać jeszcze długo. Trudny czas nastał także dla branży edukacyjnej, sportowej, artystycznej, eventowej oraz usługowo-rekreacyjnej i handlu detalicznego. Ale czy jest jakaś gałąź przemysłu, która nie ucierpi na skutkach pandemii? Raczej nie.


Pandemia gorsza niż wojna

Nawet kiedy zostaną zniesione wszystkie ograniczenia będziemy musieli się zmierzyć z kolejnym zjawiskiem - efektem histerezy. Polega ono na tym, że ludzie, bojąc się powtórki z rozrywki będą chcieli zaoszczędzić pieniądze na niepewne czasy, czyli po prostu ograniczyć konsumpcję. Tu zamyka się błędne koło bo gdy maleje popyt, musi też zmniejszać się podaż. W konsekwencji pogłębia się zapaść gospodarcza, przedsiębiorstwa mają coraz mniejszą wypłacalność, aż w końcu muszą ciąć koszty i redukować stanowiska pracy. Te czynniki prowadzą do dużego i długotrwałego wzrostu bezrobocia, szczególnie w krajach nie dysponujących odpowiednimi mechanizmami stabilizacji.


Jak twierdzi Christopher Dembik, dyrektor ds. analiz makroekonomicznych w Saxo Banku “- Przed pandemią światowa gospodarka znajdowała się już w bardzo słabej pozycji ze względu na wysoki poziom długu publicznego i prywatnego, zawyżane wyceny rynkowe i niewielką dynamikę wzrostu. - pisze profesor - Doświadczenia historyczne wskazują, że w przeciwieństwie do wojen, po pandemiach nie następuje mocne ożywienie, a ich negatywne skutki, takie jak spadek okazji inwestycyjnych czy wzrost oszczędności gromadzonych na czarną godzinę, mogą utrzymywać się nawet przez 40 lat. Jak widać przyszłość nie rysuje się w kolorowych barwach, ale i teraźniejszość daje podstawy do obaw o swoją pozycję pracy.


Twarde dane, ciężkie wizje

Według analiz Głównego Urzędu Statystycznego w kwietniu przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw było niższe o 2,1% niż w kwietniu 2019 i wynosiło 6,258 mln osób. - Fala dużych zwolnień z firm pracowników zatrudnionych na czas nieokreślony jest jeszcze przed nami, kiedy skończą się okresy formalnych wypowiedzeń takich umów (...) W kolejnych miesiącach prawdopodobny jest jeszcze głębszy spadek zatrudnienia - mówi w wywiadzie dla portalu Interia główny ekonomista banku ING Banku Rafał Benecki. Czy znów będziemy musieli się zmierzyć z bezrobociem na poziomie 20%, tak jak w latach 2002-2004? I z ogromnymi oszczędnościami w inwestycje jak w 2008/2009 roku kiedy rozpoczął się kryzys finansowy? Ekonomiści uprzedzają - skutki pandemii, lockdownu, histerii społecznej i kosztów zdrowotnych będą trudne do wyobrażenia.


Czeka nas trudny czas, którego skutkiem będzie jeszcze rozwarstwienie społeczne, kryzys gospodarczy i kolejne upadłości ogłaszane przez firmy. A skoro już jest coś pewnego to można zacząć zastanawiać się nad planem naprawczym i planem awaryjnym - w razie utraty miejsca zatrudnienia.


Odwrócić proces rekrutacji

Pomysł na portal pośredniczący w zdobywaniu pracy pojawił się w głowie Kamila Słobińskiego, prezesa Huntly.pl, już rok temu, czyli w czasach dobrego prosperity. Problem jaki miał rozwiązywać było szybsze dotarcie do odpowiednio wykwalifikowanych pracowników - zarówno umysłowych jak i fizycznych. Głównym założeniem było połączenie podmiotów w sposób intuicyjny i bezpośredni. Czas pandemii zweryfikował rynek pracy na nowo i zdynamizował sytuację. Nie ma czasu na wielomiesięczne rekrutacje, które opierają się na kilku stopniach - ogłoszeniu pracodawcy, zgłoszeniach kandydatów, selekcji zgłoszeń i odrzuceniu tych, które nie spełniają wymogów, weryfikacji kandydatów, rozmowach, zadaniach rekrutacyjnych i finalnie zatrudnianiu.


Wraz z rosnącym bezrobociem, odpowiedzi na ogłoszenia pracodawców będą nie setki, ale może i tysiące, przy czym warto podkreślić - na ogłoszenie może odpowiedzieć każdy, także osoba niespełniająca wymogów. Rekruterzy będą więc musieli sprawdzić kilogramy makulatury CV i listów motywacyjnych, albo automatycznie ¾ zgłoszeń wyrzucą do kosza. Huntly proponuje zgoła inne rozwiązanie. Tak proste, że aż dziwne, że nikt do tej pory go nie zrealizował. Proponuje rekrutację odwróconą - to kandydat uzupełnia profil w którym zamieszcza informacje o ukończonych szkołach, szkoleniach, kursach, certyfikatach oraz doświadczeniu i umiejętnościach. Całość oparta jest o algorytmy wyszukiwania - pracodawca wypisuje pożądane cechy kandydata np. logistyka, doświadczenie zawodowe 2-5 lat oraz znajomość hiszpańskiego i francuskiego.


O tym, że kierunek jest słuszny, twórcy platformy Huntly.pl upewnili się czytając wywiad z profesorem Ryszardem Szarfenbergiem, ekspertem polityki społecznej z Uniwersytetu Warszawskiego dla magazynu wp.pl. Profesor mówi - Liczę na to, że będą się rozwijały automatyczne platformy, które będą łączyć pracownika z ofertą pracy. Napisanie algorytmów, które uwzględnią doświadczenie, wiedzę i umiejętności poszukującego pracy z wymaganiami oferującego ją, nie jest najbardziej wymagającą czynnością.


Czas to pieniądz - mając to na uwadze warto odwrócić proces rekrutacji by zaoszczędzone pieniądze inwestować w ludzi i rozwój, tak by kryzys trwał krócej i był mniej bolesny. Wielu z nas czeka przekwalifikowanie, zmiana pracy, epizod bezrobocia. Dotychczasowe metody poszukiwania pracy były dobre, ale jak na dobre czasy. Huntly choć wcale nie zamierzał był rozwiązaniem na czas kryzysu, okazał się narzędziem jakby szytym na miarę ery postpandemicznej.


Serwis pomaga skojarzyć potrzeby rynku z wolnymi rękami do pracy. Warto wypróbować huntly.pl jako algorytmu, który połączy szybko i precyzyjnie z pracodawcą, posiadającym wolny wakat, tak aby wydobyć z te umiejętności i doświadczenie, które stawia nas w najlepszym świetle i wykorzystuje kombinacje potrzebnych umiejętności. Dlatego nie ma co załamywać rąk - jest już przynajmniej jedno rozwiązanie, które pomoże nam przejść przez ten czas obronną ręką.


HUNTLY.PL

Zarejestruj się i pokaż #copotrafisz .


PS. Ten artykuł powstał na potrzeby portalu HUNTLY. Wierzę w jego powodzenie całym mięśniem poprzecznie prążkowanym serca. Substancja szara także podpowiada, że to dobra idea.


https://huntly.pl/artykuly/co-nas-czeka-w-nowym-swiecie-z-koronawirusem








53 wyświetlenia

©2020 by Tygrys. Stworzone przy pomocy Wix.com