Szukaj
  • Marta Tygrys Pokorska-Jurek

Dużo nieszczęścia na święta



Mamy święta. Co zrobić aby były niezapomniane? No dobrze, o to akurat nietrudno. Rzadko się zdarza by celebrować Wielkanoc z dala od rodziny i to jeszcze nie z naszego widzimisię bo nagle zachciało nam się odwiedzić Mediolan. I co najlepsze - nas to uwiera. Tym razem za tym tęsknimy. To znaczy za Mediolanem też, ale bardziej za rodzinnymi świętami. A tym bardziej nam się przykrzy, że chcemy, a nie możemy.


Tym razem obchodzę święta bokiem, tak jak przystało na prawdziwą ateistkę. Cóż, może i pomalowałam z Helą jajka, ale i tak nikt się o tym nie dowie bo nie zamierzamy nikogo wpuszczać. Zostanie to naszym słodkim sekretem, tak jak i to, że na śniadanie zamiast jajek, kiełbasy, śledzi, chleba i pozostałych artykułów spożywczych z koszyczka tesco, zjadłyśmy naleśniki. Tak, te święta spędziłyśmy w dueciku z Helą i z tercetem endotycznych zwierząt. Zaś na poniedziałkowe świąteczne przedpołudnie, zaprosiłam jeszcze-męża. Było bardzo miło, ale będzie jeszcze milej jak już wreszcie minie ta pandemia, ruszą sądy i rozplotą nasze węzły ostatecznie.


Jak widać, szału u mnie nie ma. Może i dobrze. Mojej mamie i jej… no właśnie, jak to się mówi na chłopaka w wieku dojrzałym? Konkubentowi brzmi jak z melinki. Absztyfikantowi jak z filmów Dymszy. Partnerowi - niczym z umowy cywilnoprawnej… To może tak - Mamie i jej Jackowi te święta wpiszą się we wspomnienia. Co prawda będą one nieco za mgłą ze względu na stan widzenia, ale na pewno nie mogą narzekać, że było nudno. Jako że przez kwarantannę narodową nie pracują w pracy, pracują przy remoncie. I to ponad miarę. W wigilię Wielkiej Nocy Jacek nasypał sobie do oka ćwierć deka gaszonego wapna, przez co wreszcie nie widział przeszkód aby odpocząć. Ale to moja matka wygrała konkurs na ofiarę z człowieka. Stała się wręcz wielkanocnym gwoździem programu, wdeptując w ćwiek i przebijając sobie śródstopie. Tym samym poczuła to co pewien, kultowy w pewnych kręgach, mężczyzna 1987 lat temu. Teraz ślepy prowadzi kulawego. Widać nieszczęścia muszą chodzić parami.

Niech się cieszy więc ten, któremu święta upłynęły bez przygód. Wystarczy, że żyjemy w ciekawych czasach. Zamknięci w mieszkaniach jak chomiki w klatce. Nawet nie chce nam się wchodzić do kołowrotków, orbitreki przecieramy z kurzu. Szczęśliwi ci co mają ogród i mogą sobie popatrzeć na świat przez siatkę niczym kapucynki z wolier. A jak już brak zapasów wyciągnie nas z naszej gawry, ubieramy szmaciane kagańce, nie podchodzimy do obcych i myjemy porządnie łapy jak wrócimy. Zarośnięci, z odrostami, nie umalowani i niedomyci, siadamy wpół ubrani na wideokonferencje. Garbimy się, nie wciągamy brzucha i trzymamy kawę przy klawiaturze. Zdziczeliśmy do reszty. Jedyne co może nas uratować to humor i dystans połączone z alkoholem, antydepresantami, poprawione jointem i zimną wódeczką. Dobra, żartowałam.


A co życzyliście bliskim w te święta? Zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia? Mądrze. Bo muszę Wam powiedzieć, że generalnie to z tymi życzeniami to trzeba uważać. Bo mogą się spełnić. Niech pierwszy rzuci kamieniem, kto nie mówił, bądź myślał, że tak fajnie byłoby pracować z domu. Albo, żeby wreszcie ci antyszczepionkowcy zobaczyli, że są w błędzie. Albo, że - nasze społeczeństwo jest już tak podzielone, że może nas uratować tylko jakaś tragedia. A może ktoś chciał mieć więcej czasu dla rodziny? Spędzać jak najwięcej czasu z dziećmi? Albo żeby zrobić remont? Ktoś z Was chciał ograniczenia emisji spalin? Nie zostawiać na tak długo w domu swoich futrzaków? Nie oglądać ludzi z pracy? Żeby mąż się nie szlajał, tylko siedział na dupie? Rzadziej wyłazić do sklepu? Oszczędzić czas na dojazdach do pracy? Mieć więcej czasu na gotowanie w domu? Nie musieć prasować? Nie wstawać wcześnie do pracy? Jeszcze, kurwa, jakieś życzenia? Voila. Abrakadabra.


Powiem tak - każdy dostał na te święta to na co zasługuje, czyli solidną nauczkę. Byliśmy bardzo niegrzeczni i rozczarowaliśmy Matkę Ziemię. Stąd szlaban na wychodzenie z domu. Do odwołania. Śmieciliśmy, kupowaliśmy rzeczy, żeby się popisać, brudziliśmy wodę, ziemię i powietrze, zatruwaliśmy życie. Nie dbaliśmy o naszą kapitalną planetę. Dbaliśmy tylko o nasze cztery litery. To mamy teraz cztery ściany. Nie trzeba być gastrologiem by wiedzieć, że jak jest akcja to jest i reakcja, że jak się z jednej strony włoży, to z drugiej wyjdzie. Karma wraca, dlatego teraz mamy tak przesrane.

zdrowia, zdrowia i jeszcze raz rozumu, Marta Tygrys Pokorska-Jurek

56 wyświetlenia

©2020 by Tygrys. Stworzone przy pomocy Wix.com