• Marta Tygrys Pokorska-Jurek

Duchy przeszłości, czyli jak wyglądały przebierańce mężatki. Felieton

Aktualizacja: lis 3

*(felieton sprzed kilku lat, z czasów kiedy jeszcze byłam mężatką)


Kalendarz mimo swych stałych punktów co rusz zaskakuje. Halloween? O rety, to dziś? Ostatki? Cholera, to dlatego wszyscy są przebrani... No i jak do tej pory ani razu nie byliśmy przygotowani. Chociaż mieszkamy tu już 6 lat!



Nasz sposób jest taki, że udajemy, że nas nie ma. Gasimy światła, nie otwieramy drzwi, przez okno wyglądamy w kuckach przez peryskop z archiwalnego numeru Kaczora Donalda. Ale to wtedy, jak już spodziewamy się desantu młodzieży. Bo jeśli biorą nas z zaskoczenia, to mimo wszystko kombinujemy i robimy szybką inwentaryzację szafek w poszukiwaniu choćby cukierka.


Dwa razy daliśmy się przyłapać na obecności, czyli wynik jak na 12 takich okazji, całkiem dobry. Raz udało nam się wygrzebać z zakamarków czekoladę.

- Niestety, innej nie mamy. Przepraszam najmocniej, ale to gorzka.

- Jezu, najgorzej - skomentował jeden z przebierańców.

Innym razem mąż Tomek przepraszał za zdrowe przekąski.

- Przepraszam, ale mamy tylko jabłka.

- Nie płacz kochanie, w domu wymienię ci na cukierki.- pocieszyła dziecko matka, która pełniła funkcję superwizora.


To tak w kwestii cudzych dzieci. A jak sprawić, by własny infant miał koszmary i zalał się łzami? Okazuje się, że to proste jak drut. Wystarczy pokazać bajkę ze swojego dzieciństwa. Ach, jakże córce podobała się piosenka o kudłatym, czterołapym psie Pankracym. Do czasu.

- Wiesz, że była taka bajka? Pokażę Ci na Youtube. - włączyłam i poszłam do kuchni robić kolację. Jak wróciłam, Hela wyglądała jak ja, gdy w kinie puszczają zapowiedzi horrorów. Tyle że ja nie płaczę, żeby natychmiast wyłączyć te potworności, tylko zwyczajnie zamykam sobie oczy lub nakrywam uszy kolanami.


Pankracy nie przetrwał próby czasu. Zresztą tak samo, jak Kulfon i Monika. Miałam ci ja płytę duetu, który tak w dzieciństwie hołubiłam, a notabene okazał się pacynkową sztuczką dwóch starszych panów. Piosenki jeszcze jak cię mogę, ale Hela zażądała obejrzeć pudełko i wystraszyła się czerwonego kinola Kulfona. Zamiast oszczędzić dziecku horroru, postanowiłam jej udowodnić, że to świetna bajka i jak uprzednio znalazłam odcinek w Internecie. Skończyło się płaczem i dopytywaniem, czy aby na pewno Kulfon do nas nie przyjdzie. Po zapewnieniu, że w naszym domu temat Kulfona nie będzie więcej poruszany i tenże na pewno przeprowadził się do Azji, syrena ucichła.


Ale o co chodzi? Czy nasze dzieciństwo były tak szare, sklecone dykto i papo, fastrygowane ze starej firany, że zadowalało nas byle co? Czy my faktycznie wychowaliśmy się na brzydkich bajkach? Przy nich SpongeBob Kanciastoporty i jego przyjaciele - brzydka ośmiornica Skalmar czy gruba, pantagrueliczna rozgwiazda Patryk to parodia brzydoty.


Mąż mój też nie lepszy. Nie podobało mu się, a to, że świnka Peppa musi być zawsze w centrum uwagi. No i ta przemoc w SpongeBobie Kanciastoportym... Za jego czasów młodzieńczych były bardziej cywilizowane bajki. Z zachodu. Można było wyciągać wzorce. Terefere. Pamięć już płata figle.

- Tata pokaże ci bajki, które kształciły. O nauce i o eksperymentach. - I pokazał pełnego przemocy i mizoginizmu Dextera. Oczywiście laboratorium Dextera, a nie serial sensacyjny o seryjniaku imieniem Dexter. Nie mniej okazał się po prostu jego wersją light. Córka także była zatroskana biciem staruszków, rzucaniem gazetą w szybę, czy strącaniem małych słodkich kotków z drzewa. Były łzy. Bynajmniej szczęścia.


Są jednak tacy, których wydawałoby się nie trudno zadowolić. Przychodzą z większą, bądź mniejsza regularnoscia, czasem ino raz. I oni roztaczają opowieść sentymentalną o głodzie i niewygodach, o receptach i o chorobach. Jedni być może są autentyczni, inni klepią wyuczone śpiewki z rzewnymi zwrotkami i nastawieni są na szybki zysk, który upłynnią za rogiem. Dawaliśmy się robić w Karola, ale miarka się przebrała. Bo apetyt rośnie w miarę jedzenia. Przykładów tu wiele, ale opowiem ten. Łaził łachudra po okolicy i opowiadał o swoich głodnych dzieciach i bezrobociu. Żal mi się zrobiło niebogi. Powiedziałam zgodnie z prawdą, że jestesmy przed zakupami więc mało mamy w lodówce, ale niech czeka, coś przyniosę. Naladowalam mu w torbę kiełbasy, konserw i ananasa w puszce i gruszki, rada, że i tak wiele znalazłam i pewnie z pomocą innych sąsiadów uda mu się godnie przeżyć trudne dni. Następnego dnia przyszedł, przypomniał swą powieść. - Nie mam - mówię zdenerwowana no bo w końcu zaopatrzyłam go obficie. - No ale jak to, przecież miała Pani zrobić zakupy?


Zgroza. Nie dziwię się, że tyle osób chce walczyć z biedą. Spryciarz Dnia Następnego okazał się alkoholowym przebierańcem i najwyraźniej groźnie go zbyłam, skoro teraz naszą furtkę omija z daleka. Dzieci zresztą też jakby rzadziej do nas przychodzą. Najwyraźniej jabłka były tym jednym psikusem losu za dużo.



(publikuję 31.01.2020 tekst z 31.01.2017)


©2020 by Tygrys. Stworzone przy pomocy Wix.com