• Marta Tygrys Pokorska-Jurek

O naturalnych potrzebach kobiet. Felieton czytany

Bardzo stare słuchowisko, zdaje się, że powstało dekadę lub nawet 12 lat temu. Tekst napisałam jeszcze wcześniej, będąc w liceum (III LO w Łodzi, moje ulubione!), a zrealizowane zostało przez wspaniałych i zdolnych radiowców ze Studenckiego Radia Żak PŁ - Aleksandrę Plutę, Jakuba Kowalczyka i Olę Samiec.

To tak w ramach odkurzania starych nagrań... Łezka się w oku kręci. Czy tam rzęsa.




Fryzjer – geniusz, czy łapserdak?

czyli rozterki przed ostatecznym ścięciem



Już od dwóch miesięcy zbierałam się do pójścia do fryzjera. Zastanawiałam się czy podciąć dwa centymetry czy półtora i nawet narysowałam sobie kilka wariantów w zeszycie od historii. Dziewczynom oczywiście najbardziej podobał się ten z zezem. Niech się same na zeza strzygą!


Stałam się mało atrakcyjna w towarzystwie ze względu na nie układającą się grzywkę. Próbowałam przeprowadzić wywiad wśród chłopaków ile powinnam podciąć, ale oni oczywiście chcieli ażebym nic nie robiła, li i jedynie zapuszczała. Zawsze uzyskuję taką samą odpowiedź.


Poszłam więc z nieskonkretyzowanym planem. Poszłam bo ufam mojemu fryzjerowi. Tłumaczę mu jak mają wyglądać moje włosy – tak abym wyglądała pięknie, żebym się podobała wszystkim chłopakom, i tak żeby prawie w ogóle nie podcinać, bym nie musiała w ogóle ich układać i żeby grzywka była pocieniowana. To ostatnie, to wprawdzie jedyne profesjonalne słowo, którym się posługuję, ale musi mieć wiele znaczeń bo zawsze efekt końcowy jest inny...


Z doświadczenia wiem, że nie należy mówić „poproszę tak jak zwykle” bo to tak jakby powiedzieć „to tak jak pan ma ochotę”. Kiedyś z powyższej przyczyny przepłakałam dwa dni. Bowiem fryzjer ściął mi grzywkę po skosie, gdy ja miałam w intencji grzywkę prostą. Nie mogłam nawet zaprotestować, gdyż ścięte włosy przykleiły mi się do lipsticka. I nie dość, że tworzyły sztuczny zarost to jeszcze skutecznie uniemożliwiły mi interwencję werbalną. Tak więc, przy okazji, drogą empirycznego poznania doszłam do konkluzji, iż do fryzjera malować ust nie należy.


Chłopcy, i w ogóle mężczyźni, mają inne wyobrażenia co do terminów „podciąć” i „strzyc”. To pierwsze – podciąć- znaczy dla nich skrócić o co najmniej 5 centymetrów, a strzyc to wręcz synonim ogolić. Dla większości kobiet podcięcie to wyrównanie końcówek, czyli 0,25-1,50 cm. Strzyżenie zaczyna się od dwóch centymetrów. Potem jest lekkie skrócenie, większe skrócenie, długi jeż, średni jeż, mały jeż, prawie łyso, łyso. A to i tak w wielkim skrócie.


Mama opowiedziała mi kiedyś anegdotkę komiczno-dramatyczną na temat spostrzegawczości mężczyzn. Otóż pewna jej koleżanka będąca w związku małżeńskim ze swym własnym mężem, przefarbowała, któregoś dnia, włosy z koloru blond na czarne. I jeszcze można by zrozumieć, gdyby rzeczona przetransformowała z wiśni w burgund, ale żeby tak skrajne tonacje pozostały nie zauważone? A jednak. Po miesiącu współmałżonek ozwał się tako do swej kobiety: „Jak mogłaś!?”. Żona nie za bardzo wiedziała co mogła, a co dopiero jak. Wprowadziło to mężczyznę we wściekłość. Nawiasem mówiąc płeć ta zawsze myśli, że potrafimy czytać w jej myślach... Ale nie umiemy. Ona też nie umiała. Tym gorzej. Wreszcie po kilku kwadransach wściekłości mąż rzucił: „Jak mogłaś przefarbować włosy!”. Teraz żona mogła przejść z ofensywy do kontrataku, używając argumentów od słów „ty zawsze...!”, „ty nigdy...”. Nakrzyczeć na niego i sponiewierać. Tak więc mimo dramatyzmu historia zakończyła się happy endem.


Ale wracając do mojej wizyty... Mimo, że podczas strzyżenia, z zewnątrz trzymam twarz uśmiechniętą i właściwie gipsową, wewnątrz burzą się we mnie uczucia zemsty i ekstazy. Na przemian. Bo raz się sobie podobam, innym razem oczyma, a właściwie zębyma wyobraźni pozbawiam fryzjera kilku palców.



Oto co odczuwam w ciągu kolejnych dni już po wizycie:

- Nienawidzę go! Już nigdy do niego nie pójdę! I w ogóle do żadnego fryzjera!

- Mam straszną chandrę. W radiu mówią, że to przez pogodę. Nieprawda! To przez fryzjera! Powiedzieli też, że można walczyć z nią jedząc dużo czekolady (tu się z nimi zgadzam), ale może to doprowadzić do obstrukcji. Mi to nie grozi bo nawet nie wiem co to znaczy.

- Śmieję się przez łzy – w znaczeniu cieszę bo ładnie mi w tej fryzurze, ale szlocham przeciągle bo na pewno się nie spodobam chłopakom...

- Od pół godziny zbieram pieniądze na przedłużanie włosów.

- Chłopcy nic nie zauważyli. Jak zwykle. A może udają, żeby mi nie zrobić przykrości?

- Pewien chłopak, którego uważałam za przyjaciela, podszedł do mnie i spytał kiedy idę do fryzjera. Obraziłam się nań. Z drugiej jednak strony to trochę dobrze, że nie zauważył, że jestem prawie łysa.

- Dziewczyny ciągle mnie pocieszają, że włosy szybko odrosną. Muszę mieć strasznie nieszczęśliwą minę, kiedy pytam jak wyglądam. Bo tak naprawdę to już się przyzwyczaiłam. A może są zazdrosne?

- Na angielskim nikt nie zauważył...

- Na historii też !

- Ależ oni są wredni! Niezauważają specjalnie...

- Jeden z chłopców powiedział, że skoro mi ta grzywka wchodziła w oczy to mogłam sobie przecież na bok zaczesać... Bezczelny!



Cóż... zawsze kiedy wychodzę z salonu fryzjerskiego jestem trochę niezadowolona, gdy wracam do domu płaczę, że za krótko. Po trzech dniach zaczynam się sobie podobać. A po dwóch tygodniach jestem zachwycona i wszystkim opowiadam jaki to geniusz z nożycami z tego mojego fryzjera. Po miesiącu planuje kolejną wizytę. I tak w koło Macieju. A właściwie Sławku. Bo tak ma na imię mój fryzjer.

©2020 by Tygrys. Stworzone przy pomocy Wix.com