• Marta Tygrys Pokorska-Jurek

Łysy co w cekinach chadzał. Słuchowisko

Aktualizacja: lis 3

Komu przyszło do głowy zrobić indorowi kubraczek z różnobarwnymi cekinami? To dość skomplikowane... i w zasadzie to trudno w to wszystko uwierzyć. Niemniej ta historia oparta jest na faktach.



Łysy co w cekinach chadza


Ostatnio pan profesor Jaworski, zauważywszy, że trzymam w ręku gumowego kurczaka – Ryszarda, który ubrany był wełnianą czapeczkę i szaliczek, opowiedział mi następującą anegdotę.


Dawno temu, mieszkało sobie w domku dwoje ludzi, których łączył węzeł małżeński.. A że to były czasy odleglejsze i ludziom bardziej opłacało się kupić żywy drób, to i oni tak postąpili. Poszli na rynek i wrócili z indorem.


Po jakimś czasie, nadawał się do spożycia, więc postanowili go udusić gazem. Gdy wyglądało na to, że nie żyje, gospodyni przystąpiła do oskubywania. I kiedy z jego gęsiej skórki zostało zerwane ostatnie piórko, rzekomy ocknął się i nagi jak prosię, zaczął wyczyniać dzikie pląsy po kuchni i okolicach.


Powtórne zabicie zwierzaka , który biegał po podwórku i popadł z właścicielami w niejaką symbiozę, a jeszcze teraz, kiedy dostał od swego stwórcy drugą szansę, było niemożliwością. Pani domu zrobiło się indora żal, zwłaszcza, że własnymi rękami, aktywnie przyczyniła się do kompletnego go roznegliżowania. Wiedząc o tym, że pióra mu nie odrosną, a łysy będzie wyglądał co najmniej awangardowo, uszyła mu kubraczek. Natomiast by jakoś wynagrodzić stratę honoru, naszyła różnobarwne cekiny.


I tak chodziłby sobie ów szczęściarz po podwórku, gdyby któregoś dnia ktoś nie zostawił niedomkniętej furtki. Kierując się demokratyczną wolnością, czy też instynktem szpanowania przed kolegami, wyszedł na ulicę.


Pech chciał, ze się zsynchronizował z pijanym kierowcą, który myśląc, że to dziecko i chcąc „je” ominąć wjechał w drzewo. Swoją drogą dziwne by było, gdyby zobaczywszy tą kreaturę w kubraczku lekceważąco oznajmił ”o, łysy indor w cekinach”.


Sprawa zakończyła się w sądzie i młoda para musiała opowiedzieć Najwyższej Instancji o swych przygodach z drobiem. Nietypowa historia urzekła wszystkich, rzecz jasna oprócz oskarżonego, który ponoć trochę się indyczył.


Jeśli zaś chodzi o sam podmiot liryczny całej tej intrygi to zbiegłszy z miejsca wypadku ruszył w świat. Gdybyście więc zobaczyli kiedyś łysego indora z kubraczkiem zdobionym tęczowymi cekinami, to wcale nie znaczy, że coś jest z wami nie tak. Jeśli zaś pomylicie je z dzieckiem, to pierwsza oznaka, że powinniście ograniczyć wieczorne nacieranie się Amolem.

(tekst z 2005 roku, kiedy to byłam jeszcze w III Liceum Ogólnokształcącym w Łodzi i wydawałam gazetkę szkolną Sprośny Kącik)




tekst: Marta Pokorska-Jurek

czytał i udźwiękowił: Kuba Qubitus Kowalczyk

©2020 by Tygrys. Stworzone przy pomocy Wix.com