• Marta Pokorska-Jurek

Piąta klepka - historia inspirowana. Bynajmniej inspirująca.



Sąsiad psychiatra przywitał mnie jak zwykle z szelmowskim uśmiechem i zagaił:

- A wie Pan, że według statystyk ma Pan największą szansę na to, że popełni Pan samobójstwo?


Czasami wydaje mi się, że jego sposób na zadzierzgnięcie rozmowy jest delikatny niczym łapanie ryb na prąd z akumulatora seicento i mam szczerą nadzieję, że takimi small talkami nie rozpoczyna wizyt na kozetce.

- Pan sąsiad jak zwykle z dobrym słowem - odpowiadam - A po czym sąsiad wnosi?

- A po wyglądzie - cieszy się, że jego słowa przemówiły mi do wyobraźni - Jest Pan białym mężczyzną, samotnym, w przedziale wiekowym 30-40 lat.


Sąsiad jest spostrzegawczy. Czyta z ludzi jak z otwartej księgi. Mam nadzieję, że swoich pacjentów nie ocenia tylko po wyglądzie. Bo jakbym, będąc takową usłyszał, że mam skłonności do bulimi bo jestem brzydką, grubą kobietą w wieku 15-20 lat to raczej bym nie docenił ambicji doktora by być drugim Sherlockiem.


- Jeszcze do niedawna miałby Pan największe szansę, przynajmniej wśród mieszkańców okolicy, na śmierć w paszczy rekina.

- Tak? - zdziwiłem się bo przecież mieszkamy w centralnej Polsce.

- Nie no, oczywiście jakby Pan surfował nad oceanem. - dodał jakby czytał mi w myślach - Jest Pan białym, wysportowanym mężczyzną. Ale już za starym. - dodał ze smutkiem. - Teraz jest Pan w innych, wspomnianych widełkach. Tylko wie Pan czego panu brakuje?


No tego to jeszcze nie było. Zdenerwowałem się. Bo nie dość, że mi wiwisekcję robi przed domem, twierdzi, że rekin by mnie nie pożarł bo jestem za stary, to jeszcze chce mi wypominać braki. I to przy ludziach, bez poszanowania godności, RODO i pieniędzy podatników (w końcu kształcony za państwowe!).


- No czego? - pytam, nie kryjąc urazy.

Sąsiad uśmiecha się po czym zadowolony ze zbudowanego napięcia odpala - De-pre-sji.

- Spokojnie, panie sąsiedzie. - odpowiadam już spokojnie. - Przyjdzie z życiem.

- Z życiem to przejdzie. - ripostuje sąsiad. I zadowolony, podśmiechując wsiada do swojego czarnego kombi.


Mam wrażenie, że to auto to też przejaw jego dowcipnej natury. I tak dobrze, że nie reklamuje się hasłem “memento mori”, albo “leczenie traum z dzieciństwa. W naszej poradni, poczujesz się jak w domu". Całe szczęście jego żona surowo tępi jego większe przejawy radości.


Bo jemu też czegoś brak.



2018



To historia inspirowana opowieścią kolegi z radia. Jak mu o tym powiedziałam to się nie odnalazł. Cóż, odejchałam. Trochę.















Marta Tygrys Pokorska-Jurek


32 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

©2020 by Formy przekazu