Szukaj
  • Marta Tygrys Pokorska-Jurek

Jak odnaleźć radość w cierpieniu innych - felieton

Jeśli opuści Was długoletni partner, mąż, żona to nie jest tak, że w waszym życiu zabraknie jednego puzzla, którego brak można zakryć rąbkiem bieżnika. Nie ma też co zamiatać pod dywan. Układ się rozpadł. Kto wie, może już od dawna układanka nie wyglądała tak, jak z obrazka.




Wkrótce zaczniemy kolejną, tyle że już inną partię i z innymi bohaterami, innym sobą. Wszystko się w końcu ułoży. Ale to trwa, chyba że nasze życie jest nieskomplikowane jak puzzle dla trzylatka. Od czego zacząć? Od siebie. Najpierw musimy poskładać się sami. Bo jak nam będzie czegoś brakowało albo dostatecznie się sobie nie przyjrzymy, możliwe, że powielimy błędy i, przycinając stare puzzle i doklejając im cycki, wrócimy do bagienka. Cóż, ciągnie nas do tego. Lubimy to, co znamy. No i... jak tu być samotnym? Tym bardziej jeśli on, ona nie jest singlem. I to od dawna? Nie ma co oglądać się na typków ze skrzywionym kręgosłupem moralnym, bo rozboli nas kark. Pobądźmy po prostu sam na sam ze sobą, czyli w trójkącie osobowościowym - dziecko, rodzic, dorosły.


Życie w trójkącie

To teraz trochę teorii. Według amerykańskiego psychologa Erica Berne u każdego człowieka występują trzy stany ego: Dorosły, Rodzic, Dziecko. Ja – Dorosły to nasz wewnętrzny głos rozsądku. Podejmuje decyzje po przeanalizwaniu sytuacji. Sercem, emocjami, pragnieniami i marzeniami kieruje się Ja – Dziecko. Na to wszystko patrzy z góry Ja – Rodzic działa, który myśli oraz mówi według wzoru wyuczonego od rodziców lub innych autorytetów z dzieciństwa.


Nasze życie to kolaż ról, piramid wartości, zwierciadła samooceny, regulowanych horyzontów widzenia, układy rodzinne, społeczne, własne definicje słów… Po trzęsieniu ziemi, wywołanym rozpadem związku, patrzymy, co ocalało, czego nie warto ratować. I budujemy na nowo. I się urządzamy. A czy to nie fascynujące wprowadzić się do nowego miejsca, w którym sami wybraliśmy meble, mięciutki dywanik przy łóżku, kolory ścian i ciepłe oświetlenie w kuchni?



(afterparty po rozwodzie)


Cios w plecy, rok w plecy

Żałoba po stracie dotychczasowego życia trwa rok. Ziemia musi zatoczyć elipsę wokół Słońca, a my przejść przez sinusoidę nastrojów, łańcuszek wstążek Mobiusa dni, aby po 365*dobach wreszcie wyjść na prostą (Ci którzy rozstają się w roku przestępnym, mają po prostu o jeden dzień bardziej przesrane).


Po tej fali beznadziei, w końcu życie się wyprostuje i będziemy mogli kształtować je na nowo. Ale zdradzę Wam sekret. Samo może nie przejść. Dlatego tak ważne jest, żeby skorzystać z zasady 4P. Product, place, price, promotion? Nie, nie. Tu nie chodzi o wsparcie sprzedażowe, chodzi o posiłki z zewnątrz, które nakarmią nas nadzieją i zabiorą złą karmę. Większość zrobi to za pieniądze. Potraktujmy to jako inwestycję.

  1. P - Przyjaciele

  2. P - Psychoterapeuta

  3. P - Psychiatra

  4. P - Prawnik


Przyjaciele - nasz bufor emocjonalny

Życie weryfikuje, kto z nami, a kto przeciwko nam. Miałam to szczęście, że mam prawdziwych, cudownych przyjaciół, którzy dali mi ogromne wsparcie. A jeśli okaże się, że ktoś jest przeciwko Wam? To też bardzo dobrze. W takich ekstremalnych sytuacjach następuje odsiew tombaku (tępaków?) od złota. Po co otaczać się fałszywkami? W końcu w przyjaźni najważniejsza jest autentyczność. Dobry przyjaciel wysłucha, udobrucha i pośle w czambuł przeciwności losu.


Psychoterapeuta - uwierz w duszę

In mens sana corpore sano - w zdrowym ciele zdrowy duch. I vice versa. Nieuleczona dusza daje objawy psychosomatyczne, tymczasem wielu ludzi wciąż nie wierzy w duszę! Uważają, że psychoterapia jest dla tych, którzy mają problem z głową! To zupełnie tak jakby myśleli, że kardiologia jest od serca! Brawo. Tak, terapia leczy głowę: porządkuje myśli, pozwala nazwać i zrozumieć uczucia, dokonać autorefleksji, wzmocnić poczucie własnej wartości...

Straszne prawda? No właśnie, dlatego tak wiele osób boi się terapii.


Psychiatra - lekarz jak każdy inny

No, żeby do tego trafić, to już trzeba sobie w ogóle nie radzić! A prawda jest taka, że psychiatra to lekarz, jak każdy inny. Jedni leczą stawy, inni zęby, układ pokarmowy, kolejni zajmują się chorobami nowotworowymi. Samo się nie wyleczy. Depresja to choroba, na którą są leki. Większość depresji jest uleczalna, a nie leczona może powodować wspomniane wcześniej choroby psychosomatyczne i zmniejszać odporność, co zwiększa ryzyko m.in. wylądowania na oddziale onkologicznym.


Jeśli więc twój stan psychiczny jest w złej kondycji, zacznij od lekarza od chemii mózgu i połączeń neuronowych. Napraw centralny system sterowania, zanim wirus destrukcji dotrze do pozostałych układów ciała i zacznie dokonywać autodestrukcji wieloogniskowej.

Czy warto iść do psychiatry? Tak, warto. Warto, bo każdy wyjdzie z pierwszej wizyty z dobrą wiadomością. Albo, że się nie ma depresji - i to jest świetna wiadomość! Albo dostanie się leki, dzięki którym się wyleczy, a przecież to także jest doskonała wiadomość.


Prawnik - na straży dóbr

O ile ciężko myśleć o sprawach materialnych, gdy porządkujemy się wewnętrznie, tak prawnik zadba, byśmy byli wypłacalni. W przypadku rozwodu nie ma co chojraczyć. I tu koniecznie zdajmy się na specjalistę. No, chyba że nie mamy dzieci, nieruchomości, ruchomości, kredytów, lokat, diamentów, złotych zębów po babci. Ale jeśli mamy choć jedno z wcześniej wymienionych - zainwestujmy w adwokata. Raz zapłacimy, a nie będziemy płakać przez całe życie.


Z moich doświadczeń i z doświadczeń osób, które się rozwiodły, wynika, że żałują tylko te, które nie skorzystały z usług adwokata. Wiedza, doświadczenie, znajomość prawa, przebiegu sprawy i analiza ewentualnych zwrotów akcji, prognozowanie co do przyszłości - oto między innymi, czego można się spodziewać po dobrym pełnomocniku. Zadbajmy więc o przyszłość naszych dzieci (bo to przecież dla nich są alimenty) i swoją.

Koniec z sentymentami, gdyby je miał wkrótce-były-mąż lub żona, to nie doszłoby do rozwodu.


(wspaniała impreza porozwodowa, kochani ludzie. Niestety nie wszyscy mogli i nie wszystkich mogłam zaprosić przez tyfus)


Czy rozwód to porażka?

Czasem ludzie się zmieniają, a czasem wręcz przeciwnie - w ogóle się nie zmieniają. Są i tacy, którzy luźno podchodzą do tematu przysięgi małżeńskiej, są psychopaci, którzy wysysają z nas empatię, której sami nie mają, a gdy jesteśmy już słabi - idą szukać łakomego kąska gdzie indziej. Czasem związek się wypala. Różnie bywa. Ale rozstanie to nie obciach, a już zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Żenadą jest oszukiwanie. Wychodzę z założenia - “niech się wstydzi, ten kto krzywdzi” (sama to wymyśliłam. Ładne prawda?).


Taka jestem mądra po szkodzie, co nie? Ale minęły już dwa lata. Natomiast, gdy mąż mój zadeklarował mi chęć zwrócenia powierzonej mu ręki i z dnia na dzień dał nogę, strasznie się wstydziłam. I końca i tych kończyn. Czułam się taka wyjątkowa! Jedyna w swoim rodzaju. Wielka Porzucona. Przez kilka tygodni nikt nie miał zielonego pojęcia, że mieszkam sama z córką. Czułam przygniatającą porażkę. Pomogła mi zasada 4P to na pewno, ale zanim do niej dotarłam, trochę to trwało.


Niesłychanie ważne było to, że zaczęłam mówić o swoich problemach. I nagle, jakbym otworzyła puszkę Pandory. Okazało się, że każdy ma jakiegoś trupa w szafie. Nieraz i całą kolekcję truchełek. Masa ludzi jest po rozwodzie, dużo było zdradzanych, doświadczyło przemocy, jest DDA, straciło ciążę, ma w rodzinie osobę chorą psychicznie, niepełnosprawną, uzależnioną. Wszyscy jesteśmy okaleczeni i każdy miał lub ma kogoś, kto potrafi celnie zadawać ciosy tak, by bolało. Pacykujemy ten ból i siniaki grubą warstwą fluidu i oszukujemy innych i samych siebie, że jest dobrze. Niedobrze. Właśnie wtedy czujemy się coraz bardziej samotni.



Przewrotność losu

Czy zauważyliście, że kiedy się przewracamy, nagle świat zwalnia, a my mamy czas na autorefleksję? W przypadku zdarzeń intensywnych nawet na pełną retrospekcję. Choć od przydepnięcia sznurówki po pacnięcie w asfalt mijają milisekundy, to nasz mózg, zgodnie z teorią względności czasu, rozciąga nam upadek i intensyfikuje refleksje nad tym, co się stało, co poszło nie tak, co mogliśmy zrobić, no i do tego sięga pamięcią do lat szczenięcych, próbując zanalizować, czy sami jesteśmy sobie winni, czy może jest to wynik rzucanych kłód pod nogi przez naszych starych.


Upadki nie są złe, bo można z nich wyciągnąć wnioski. Gdy wywijamy orła, patrzymy na swoje dotychczasowe życie sokolim okiem i bywa, że chce nam się puścić bażanta. Cóż, nieraz żyjąc w klatce nie dostrzegamy niuansów i po prostu jesteśmy ograniczeni. Tymczasem możemy poczuć się wolnym jak ptak. Upadki są jak kropki w tekście, dają szansę na nowe i to z wielkiej litery.


Dobra zmiana po złym czasie

Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Wreszcie mam czas na realizowanie swoich pasji i nawet udaje mi się odnosić pierwsze sukcesy. Wróciłam do prowadzenia audycji radiowej, a co jak co, ale mówienie do słuchaczy cieszy mnie jak dziecko. Poznałam wielu bardzo ciekawych ludzi. Wróciłam co pisania, co mnie kręci jak diabli. “Jak na to wszystko znajdujesz czas?” - pytają mnie nieraz. No cóż, to wszystko dzięki temu, że jestem rozwiedziona, odpowiadam zgodnie z prawdą. Mam mniej sprzątania, gotowania, prasowania, a i córka jest ze swoim tatą kilka dni w miesiącu więc mam czas na samorealizację. A dobra mama to spełniona mama.



Cieszy mnie to, że teraz to ja mogę być oparciem oraz źródłem referencji dla moich przyjaciół i pocieszać ich w trudnych dla nich sytuacjach. Rozumieć więcej i dawać przykład, że można sobie poradzić i być szczęśliwą. Łatwiej się ogarnąć, gdy się wie, że nie jest się w cierpieniu solo. Nieszczęścia pokazują nam, że jesteśmy do siebie podobni. No a teraz przyznajcie się, odnaleźliście w moich cierpieniach odrobinę rozrywki?




(a tak wyglądałam jako świeża rozwódka)


151 wyświetlenia

©2020 by Tygrys. Stworzone przy pomocy Wix.com