Szukaj
  • Marta Tygrys Pokorska-Jurek

Już nigdy nie będzie takiego lata

Koniec lata 2019, biegnę wiejską dróżką przez łąkę, kwiaty pachnące, łany zboża falują, falują. Tam ślady kopyt saren, tam lisia rodzina przebiega od pola do bora. Jest wczesna pora, wszystko pachnie, powietrze liże po karku raz powiewem nocy, raz trąca ramiona gorącym początkiem dnia. Chłonę te widoki, aromaty, dotykają mnie przechylone sytością zboża główki. I wtem myślę sobie - “już nigdy nie będzie takiego lata, już nigdy”. Bo biegnąc tak w tym obłędnym szczęściu, wpadłam w melancholię. Bo kiedy dobrze jest, będzie źle. Po słońcu jest deszcz.


Kiedyś mój osobisty stalker nazwał mnie w korespondencji “Jesienną dziewczyną”. Trafił w punkt. Dodałabym jeszcze jeden opisujący mój punkt widzenia wers wycięty z piosenki Jeremiego Przybory - “tylko z cienistej strony ulicy widać słoneczną”. Bo we mnie to jest. Ten smutek i ta melancholia. I wiecie, co? Ja to w sobie uwielbiam. Bo to z tego podziemnego źródła wytrysnęła mi bujnie autoironia i czarny humor. Im gorzej, tym śmieszniej. I jeśli mam być szczera to bawią i śmieszą mnie, jak nic moje osobiste porażki i niepowodzenia. A, i bardzo cenię relację z moimi przyjaciółmi z depresją. Z nikim się tak nie naśmieję jak z nimi. Poważnie.


Pesymista to doświadczony optymista, powiedział w swoim monologu w kabarecie Hybrydy profesor Kazimierz Rudzki. Lepiej jednak, i tu wciąż pokłony biję pokłosiu swych smętnych dni, nie cieszyć się jak głupi. Wyczytałam, że istnieje coś takiego jak realizm depresyjny, który może przejawiać się choćby w lęku egzystencjalnym (lektura “The Meaning of Madness”, Neel Burton) i polega na “zdrowym podejrzeniu, że współczesne życie nie ma sensu, a społeczeństwo, w którym żyjemy jest absurdalne i wyobcowane”. No, a nie? Idąc dalej tokiem rozumowania naukowców i autora powyższego cytatu wychodzi na to, iż ludzie z lekką depresją są po prostu realistami i celniej oceniają rzeczywistość i zagrożenia. Są mądrzejsi i to przed szkodą. A czyż to nie przejaw wyższej inteligencji?


Może. Biegałam tam później pełniejsza z tym swoim smutkiem. Z szarą smugą memento mori. I jakby na pocieszenie przeleciał mi przez myśl jeszcze jeden poryw sztuki, wdzierając profanum kultury w sacrum ćwierć-dzikiej przyrody. Tym razem z rękawa Andrzeja Waligórskiego, który upewnił mnie co do słuszności kierunku, który obrałam:


Latał sobie z radarem pewien gacek młody I po drodze omijał przeróżne przeszkody, Lecz właśnie gdy się cieszył, że je tak omija, Wpadłszy na jedną z przeszkód rozbił sobie ryja.


Doprawdy, lepiej widzieć w życiu przeszkody. A kiedy już się wdepnie niechybnie w koleiny posttraktoralne, bądź placuszki gnoju, odczekać kwadrans, a potem zaśmiać się gorzko. Bo smutek krzepi.


Jeszcze jakiś czas temu kpiono w radiu - no miał być ten kryzys, a nie ma, no tak zapowiadali, a tu kicha, wszystko idzie jak złoto. I wtedy właśnie z nietoperzy (sic!) przeskoczył na ludzkość wirus, który wywrócił gospodarkę do góry kopytami. Teraz panie i panowie - siedzimy w domu. I nawet sobie nikt po lesie nie polata. Przynajmniej do końca wiosny, a może i do jesieni. Ale przynajmniej jedno jest pewne - “już nigdy nie będzie takiego lata, już nigdy”. A nie myślałam?




Marta Pokorska-Jurek

70 wyświetlenia

©2020 by Tygrys. Stworzone przy pomocy Wix.com