Szukaj
  • Marta Tygrys Pokorska-Jurek

Nie będę się rozwodzić




Odkąd zaczęła się kwarantanna ciągle zadaję sobie pytanie: dlaczego? Sobie - bo są to pytania retoryczne, na które nawet nie spodziewam się odpowiedzi. To bardziej wołanie o pomstę do nieba, reakcja na to co się dzieje wokół. Na przykład wołam: Dlaczego dałaś Alfredowi moją kawę? Dlaczego oddałaś Pipsonowi moją parówkę? Dlaczego wysmarowałaś szafę moją najlepszą szminką? Dlaczego dałaś psom moją poduszkę? Dlaczego czeszesz kota moją szczotką do zębów? Czy los mi daje odpowiedź? Czasem daje. Hela mówi na przykład - bo on lubi. Bo się tak cieszył. Bo patrzył tęsknie, a nie mógł sięgnąć. Bo chciałam pofarbować lalce włosy na czerwono i się nie udało. Cóż, w czasie zarazy dzieci się nudzą. Może są i takie, które potrafią się zająć sobą same. Ale Hela nie lubi bawić się sama. A jak zniknie na jakiś czas i mogę w spokoju popracować, to już wiem, że mój czas wieczornego sprzątania wydłuży się o usuwanie szkód myjką ciśnieniową, kilofem i chlorem. Staram się więc dywersyfikować czas możliwie najlepiej między etat pracy w domu i pracę w domu z Heleną. Uczę ją życia kobiety niezależnej. Na przykład uczę ją, jak bez kawałka mężczyzny rozpalić grilla. Dodam, że nie kupiłam rozpałki, gdyż albowiem każda głupia potrafi wzniecić żar (czy też jak kto woli - sprawić by konar płonął) ze wspomagaczem. Jako młoda, silna, rezolutna usiłowałam zmusić węgiel do żarzenia za pośrednictwem prasy dla dorosłych (gazetka Lidla). Kiedy to się nie udało to z pomocą suchej rózgi. Także nic. Krzemieni nie mogłam znaleźć, hubki i krzesiwa nie miałam pod ręką, ale przypomniała mi się metoda z tygodnika Kaczor Donald polegająca na rozpalaniu ogniska za pomocą lupy. Po tym jak straciłam godzinę na grawerowaniu szlaczków na węglu po prostu włożyłam kiełbaski do piekarnika. Kobieta musi być niezależna. Niezależnie od sytuacji. Chciałam też zaimponować dziecku swoją zaradnością jeśli chodzi o przygotowywanie do niepewnych czasów. Zryłam kompostownik, napakowałam ziemią wszystkie doniczki jakie tylko znalazłam (jakieś 10 943) i zasadziłam setki gatunków roślin jadalnych, jakie tylko były dostępne na allegro. Naturalnie, że nie czytałam instrukcji na opakowaniu bo było ich za dużo. Nie trudno się więc domyślić, jak marny był skutek moich ogrodniczych poczynań. Po miesiącu kupiłam zestaw dorodnych roślin w kwiaciarni. Tym samym pokazałam córce, że w czasie pandemii musimy być solidarni i wspierać lokalny handel. Co jeszcze? Uczę Helę porządku. Że jeśli chcesz żeby było posprzątane to musisz to zrobić sama. Oraz, że w życiu najlepiej jest liczyć na samego siebie, a nie na innych. Tak, bingo. To ja po niej sprzątam. Niezależnie od tego, czy chce czy nie chce. Ale mam też i sukcesy wychowawcze. Znalazłam sposób na motywowanie Heli do nauki pisania. Bo tu muszę powiedzieć, że brak kontaktu z dziećmi wpływa na Helę demotywująco, a odwlekająca się wizja powrotu do normalności powoduje, że nie widzi sensu w stawianiu znaków. No bo cóż z tego, że się coś potrafi, skoro nie można tego pokazać innym? Żeby przełamać tę passę edukuję Helę jak poprawnie zrobić na ścianie wulgarne graffiti. W wyniku czego ściany naszego domu pokryte są hasłami kredą: pupa, dupa, Maurycy drapie dywan, Alfred jest głupi, Pipi sika w domu. Kwarantanna namieszała w naszym życiu. Ale nie mogę powiedzieć, że negatywnie. Śmiem twierdzić, że nawet wręcz odwrotnie. Zaczęłam patrzeć na świat bardziej optymistycznie - np. że los podpowiada mi zdrowszą dietę niż grillowane kiełbasy, kiedy sama posprzątam to przynajmniej wiem co gdzie jest i że doniczka jest do połowy pełna. Doceniłyśmy mocno ogród, las, park i rolę zwierząt w gospodarstwie domowym. Spędziłyśmy bardzo dużo czasu na przytulaniu i kokoszeniu się, na rozmowach - wreszcie bez pośpiechu i zegarka na ręku. Dowiedziałyśmy się też jakie mamy ograniczenia. A ograniczenia dobrze wykorzystane, dają duże pole do działania. Zresztą zawsze hołubiłam liryczne słowa Andrzeja Poniedzielskiego: “wolność, to ona po to może być, żeby z niej czasem nie skorzystać…” Jest jednak jedna rzecz, która irytuje mnie w tej pandemii po brzeg. To małżeński stan. Od ponad półtora roku jestem nieformalnie stanu wolnego w związku z zakończeniem związku w związku z wybraniem wolności przez męża w związku. Kiedy cieszyłam się, że formalnie będę mogła odhaczyć na liście życiowych celów zarówno urodzenie dziecka, posadzenie drzewa, ślub jak i rozwód, nastała pandemia i wszystkie rozwody odwołano do odwołania. Można jedynie wołać o pomstę do nieba i retorycznie ryczeć “dlaczego?”. Więc cóż, jeśli chodzi o moje małżeństwo to nie będę się nad nim rozwodzić. Nie ma nad czym. Jestem żoną mimo woli. Nie pierwszą i nie ostatnią.

485 wyświetlenia

©2020 by Tygrys. Stworzone przy pomocy Wix.com