Szukaj
  • Marta Tygrys Pokorska-Jurek

Przeszłości demony - Pokémony

Aktualizacja: maj 19




Był taki moment, że Pokémony były głównym tematem rozmów, zagapień w telefon, przyczyną urazów ortopedycznych i kłótni na linii dziecko-rodzic i żona-mąż-jak-dziecko. Wtedy poniższe historie opowiadałam na żywo, teraz już mogę je spisać. Dlaczego teraz? No cóż, za częste dzielenie się historiami odziera z tematów aktualnych. Był smutny moment kiedy to chcąc podzielić się zabawną historią ze znajomymi, słyszałam tylko "wiem, wiem, pisałaś na facebooku". Krępującą ciszę ukróciłam zamknąwszy profilowe usta na fejsie. No, ale czas jest jak zając - ucieka. Więc żeby nie przesadzić z czerstwością, rzucam Wam suche historie o Pokémonach. Z życia wzięte.


Pisałam, że będzie suchar więc przybliżę czymże jest lub czym była owa smartfonowa aplikacja. Pokémon Go to połączenie wirtualnej rzeczywistości z rzeczywistością rzeczywistą. Patrząc przez ekran telefonu widzi się generalnie to co przed telefonem, ale mniejsze, przetworzone cyfrowo, ograniczone do małego ekranu, ale za to z paskudnymi gremlinami drugiej połowy lat 90. czyli z Pokémonami. Jednak aby takie się pojawiły trzeba je znaleźć. Potem można ich używać do celów niecnych. Trenować, wystawiać do walki i ogólnie mieć wirtualnie. Kto pomyślał. że Pokémonowa mania dotknęła tylko młodą młodzież myli się. Sam szef mojego męża ganiał z dzieciakami po parku o 6 rano. Nie ze swoimi dzieciakami, ale z dziećmi i młodzieżą mu obcą. Złączoną jedynie czasowo siecią internetową i żądzą zgarnięcia rarytasów rozszerzonej rzeczywistości, które ukazywały swe widma o poranku. Nie było taryfy ulgowej. Prawem dżungli, krokiem zwycięzcy, z naręczem Pokémonów zadowolony wychodził tylko ten najsilniejszy.


We wstępie pisałam, że historie miały być zabawne.Jak dla kogo! Do śmiechu na pewno nie było pacjentce mojej koleżanki. Koleżanka jest lekarzem medycyny estetycznej. Jak sobie można wyobrazić, najczęstszymi pacjentami są kobiety z twarzowym czasowym pomarszczeniem przyocznym, mimicznym i ogólnym. Koleżanka zabiegami ratuje zabiegane panie przed biegnącym czasem. No i w ogóle zmniejsza i powiększa co zostanie wskazane. Towarzyszą temu opuchlizny i zaczerwienienia, ślady po nakłuciach i po imadle (żarcik). Dla dobrego samopoczucia można pocierpieć. Kiedy koleżanka skończyła zabieg, do gabinetu weszli dwaj chłopcy prosząc uprzejmie i nieśmiało, acz dość nachalnie, o wpuszczenie ich do pokoju zabiegowego, gdyż według aplikacji przebywa tam niezwykle rzadki pokemon. No nie wpuściła. Nie chciała dzieci straszyć.


I moja własna matka dała się wciągnąć w Pokémony. Kiedy Poké-szał sięgnął zenitu, Pokémony były dosłownie wszędzie, jak “Wham!” na gwiazdkę, cukrowe barany na Wielkanoc i gumy orbit przy kasie. Wybrawszy się na zakupy pociuszne rodzicielka wyczytała na radosnej kartce przy kasie, że w lokalu sklepu znajdują się Pokémony. Któż je znajdzie doświadczy łaski zniżki. Nie znając zasad rzeczywistości-nie-rzeczywistej jęła szukać Pikachu między wieszakami, półkami i wystawkami. “- I wyobraź sobie, że oszukiwali! Nie było tam żadnych Pokémonów” - żaliła mi się po fakcie. A ja? Cóż, ja rwałam sobie włosy w głowy, że moja stara szuka Pokémonów w realu.


Dobrze, że już ten szał minął. Rozszerzona rzeczywistość zawężała pole widzenia. Ludzie tracili zdrowie i życie potrącani przez samochody, zaskakiwani przez grawitację, zaczepiani przez krawężniki i tory. Ulegali też przedawkowaniu witaminy D w postaci poparzeń od gwiazdy znajdującej się najbliżej naszej planety. Wszystko to było efektem nieprzystosowania do tak długiej ekspozycji na promienie słoneczne spowodowane przeniesieniem dzieciństw z podwórek pod betonowe strzechy.


Dysonansów poznawczych doświadczyliśmy więc wiele w związku z wypuszczeniem gry na rynek. Jednak powoli odchodzi ona w zapomnienie i dołącza do grzędy z tamagotchi, pacmanem i wilkiem zbierającym jajka. Śmiesznie, że coś takiego było, ale dobrze, że wróciliśmy do rzeczywistości. W sensie - tej zwykłej, szarej, nieposzerzonej, ograniczonej rzeczywistości bez potrzeby wyściubiania nosa z domu, ganiania za nieosiągalnym i szukania atrakcji tam gdzie naprawdę ich nie ma.


(tekst archiwalny)


Marta Pokorska-Jurek

33 wyświetlenia

©2020 by Tygrys. Stworzone przy pomocy Wix.com